Jeden krokodyl był łakomczuchem,
Zżerał, co wpadło mu w paszczę.
Mógł się pochwalić olbrzymim brzuchem,
Co ledwo chował się w chaszcze.
Lecz dnia pewnego zżarł coś twardego,
Co mu trafiło do gęby, Skrzywił się strasznie,
wrzasnął dlatego, Ze rozbolały go zęby.
Dobry znajomy przyszedł do niego,
Hipcio, to rzecz oczywista.
I tak powiedział: – Drogi kolego, Konieczny będzie dentysta.
Pan stomatolog zajrzał do paszczy,
Zobaczył i poczuł chęć, by Spytać pacjenta: – Szczoteczkę masz, czy Może ty nie dbasz o zęby?
– Bardzo przepraszam, ja nie wiedziałem . -Odrzekł markotnie krokodyl.
– Ja zawsze miałem kły zdrowe całe,
Nie znałem tej nowej mody.
Od dziś pamiętaj, mój krokodylu,
Używaj pasty i szczotki,
Bo jak nie myje się zębów tylu, Ma się poważne kłopotki.
Pokłóciły się muszelki, która najładniejsza.
– Ja to jestem taka piękna, jak japońska gejsza.
– A ja taką mam falbankę, jak srebrzysta kryza.
– A ja jestem okrąglutka, jak przepyszna pyza.
– A ja, kiedy przytknąć ucho, szumię jak ocean.
– A ja jestem idealna, żadnej skazy nie mam.
– A ja mienię się na słońcu kolorami tęczy.
– A ja jestem taka zdolna, aż mnie talent męczy.
I tak się zacietrzewiły, zaciekłe osóbki,
Tak machały falbankami, jak bezwstydne głupki.
Tak się biły, że potłukły wszystkie swe ozdóbki,
Aż na koniec z nich zostały… nieładne skorupki.
Pewien bardzo mały chłopczyk w ZOO raz zagościł I przemówił do żyrafy tak:
Proszę jejmości, Jak tu sięgnąć do podłogi z takiej wysokości?
Taka gimnastyka chyba musi panią złościć.
– Ależ skądże —tak odrzekła. Wielkie mi mecyje, Co tam taka gimnastyka na mą długą szyję.
I niech ci się dobrze w pamięć ta wiadomość wbije,
Że jak ma się taką szyję, to się ona wije.
Wtem żyrafa go złapała za rant u kołnierza
I podniosła tak wysoko, jak olbrzymia wieża, że aż krzyknął: — Umiem latać, chociaż nie mam pierza!
To marzenie! — I w uśmiechu zęby swe wyszczerzał.
– Dzięki ci żyrafo – wołał cgłopczyk patrząc z góry – Chciałem latać, choć mówili starsi, że to bzdury I że nawet taki mały, dzielny chłopczyk, który Bardzo marzy o lataniu, nie poleci w chmury.
Postawiła go na ziemi lekko, od niechcenia,
Mówiąc: – Najważniejsze w życiu, to spełniać marzenia.
To przygoda dla odważnych, nie dla tchórza, Jeśli znów zapragniesz latać, wróć tu. Dowidzenia.
Kiedy przygód ci brak,
Patrz, gdzie ukrył się zwierz,
Dokąd ucieka ptak.
Ubierz się byle jak,
Spakuj w plecak, co chcesz,
Ruszaj na leśny szlak.
Kusi wiosną konwalii woń,
Majem wołają bzy,
Błękitnieje jeziora toń, Poczuj wiosnę i ty…
Lalalala, lala lala, lalala las nas woła, Lalalala, lala lala, lalala las zaprasza nas.
Pająk welon dla jodły tka,
Srebrny od głów do stóp,
Jodła strój uroczysty ma,
Jak na bal, albo śluuuuub…
Wiatru szum, trzaski drew,
Cichną miękko na mchu.
Uspokaja się krew.
Rankiem radosny śpiew
Budzi śpiochów ze snu,
W cieniu krzewów i drzew.
Lalalala, lala lala, lalala las nas woła, Lalalala, lala lala, lalala las zaprasza nas.
Męczy cię miasta gwar,
Dymu, spalin masz dość,
Asfalt pomnaża skwar.
Przyjmij od lasu dar,
Jak przechodzień i gość
W cieniu drzew słabnie żar,
Lecz pamiętaj, że każdy ślad,
Czy na pniu, czy na mchu,
Pozostanie na wiele lat. Nie zostawiaj go tu…
Lalalala, lala lala, lalala las nas woła, Lalalala, lala lala, lalala las zaprasza nas.
Domek dla nich – srebrna jodła z dziuplą, dawny dom wiewiórki.
Stroszą skrzydła, ostrzą żądła, skrzętnie, w górę prężą czułki.
Brzęczą z bzykiem, lecą wściekle przez las gęsty całą chmarą.
Z nimi ostro jest, jak w piekle, kiedy gonią za ofiarą.
A gdy już dopadną celu, żądlą i strzykają jadem,
Kłują, gryzą w miejscach wielu, z nowych bąbli zawsze rade.
Miś – leniuszek, nie tak szybki, pomalutku węszy miodek. Już w strumieniu łowił rybki, teraz chce coś na osłodę,
Więc gramoli się po jodle, wspina aż do ciemnej dziupli. Wpycha łapy w plastry miodne, chyba się zapachem upił. Miód przykleił się do nosa, oblał brodę, obie łapy.
Wtem się zjawia wściekła osa, za nią inne.
Kłują chrapy, żądlą misia, gdzie się uda.
W uszy, w grzbiet i w tłusty zadek, w łapy, w szyję, w brzuch i uda. Atakują całym stadem.
Miś się wstrząsa, kręci głową, rusza szyją i biodrami, Zwiać próbuje wciąż na nowo. Aż…spadł z jodły.
Osy za nim.
Lecąc z drzewa fikał kozły, potem się po lesie błąkał. Żeby wrednych os się pozbyć – śmierdzącego puścił bąka. Wtedy osy się zdziwiły, odczepiły się od misia. A on stał się czuły, miły i jest taki aż do dzisiaj.
Leży biały koń za płotem,
Zerka sennie przez sztachety.
Marzycielsko duma o tym,
Że niedziela ma zalety.
Słońce grzeje, mucha brzęczy,
Wietrzyk muska go po grzywie,
Nieba błękit i łuk tęczy
Nastrajają go leniwie.
Chcąc wypocząć od roboty,
Tak za płotem słodko drzemie,
Ze zapomniał biedak o tym,
Żeby użyć filtru w kremie.
I tak pospał godzin osiem.
Zbudziły go jakieś wrzaski,
Gospodarz miał muchy w nosie: – Co to ma być?
Mój koń w paski?
Stąd ZEBRA, że przez sztachety
Biały koń się spiekł, niestety.
Szczęście, że płot nie był w kratkę.
Zebry w kratkę są dość rzadkie.
06.10.2025 – GOK Srokowo, godz. 9.00
06.10.2025 – GOK Barciany, godz. 12.00
07.10.2025 – ZSP Orzysz, godz. 10.00
08.10.2025 – RPEKiT Ryn, godz. 9.00
08.10.2025 – KCK Kętrzyn, godz. 12.00
09.10.2025 – CK Kruklanki – godz. 10.00
10.10.2025 – MOK Korsze – godz. 9.00
10.10.2025 – MCK Mrągowo – godz. 12.00
11.10.2025 – WCK Węgorzewo – godz. 12.00
13.10.2025 – SP 1 Pisz – godz. 10.
Jeżeli są Państwo zainteresowani zorganizowaniem spektaklu dla dzieci „Las w sieci”, zapraszamy do kontaktu.
Projekt finansowany ze środków KPO
Jeżeli są Państwo zainteresowani zorganizowaniem spektaklu dla dzieci „Las w sieci”, zapraszamy do kontaktu.
Copyright © 2025. Wszystkie prawa zastrzeżone.